Łączna liczba wyświetleń

piątek, 17 stycznia 2014

Rozdział 5

Nim zauważyłam, obok mnie przeszedł nie kto inny jak sam James Wilkinson. Przez chwilę nasze oczy się spotkały, ale ja spuściłam wzrok. Ostatni raz gdy się widzieliśmy nie zachowywał się wobec mnie zbyt przyjaźnie. Nie ukrywam, chłopak był całkiem przystojny.
-Nie chcę, żebyś miała z nim cokolwiek wspólnego. Zrozumiano?- Caroline musiała zauważyć, że się na siebie patrzyliśmy.

-Nie martw się, nie mam zamiaru. Jest zbyt arogancki jak dla mnie. Sporządziłaś już listę gości na moje urodziny?
-Już jakiś tydzień temu.-Dobrze że zmieniłam temat. Caroline odkąd pamiętam, kochała organizować różne przyjęcia i imprezy.-Przyjdzie Vicki, Chris, Will, no i pełno ludzi ze szkoły.
-Dzięki, że się tym zajęłaś.
-Nie ma sprawy. Co chcesz zrobić z włosami?- No tak. Nawet nie zauważyłam, że jesteśmy już przed salonem fryzjerskim.
-Myślałam, żeby podciąć końcówki i może trochę przyciemnić u nasady.
-Aha to okej.-Weszłyśmy do salonu i fryzjerka od razu zabrała się za moje włosy. Po godzinie siedziałyśmy już w pobliskiej kawiarni.
-Co tak właściwie jest Lucasowi?-Zaczęłam rozmowę, kiedy kelnerka przyniosła nasze zamówienia
-Nikt nie wie. Wiadomo tylko, że zaczął wchodzić w jakieś konflikty z Wilkinsonami.-W pewnym momencie mój telefon wydał dźwięk, który sygnalizował nową wiadomość. Szybko wyciągnęłam go z torebki i przeczytałam wiadomość

Hej Rose, masz może ochotę spotkać się dzisiaj ze mną? :D
Will

Mimowolnie uśmiechnęłam się to ekranu co nie uszło uwadze mojej przyjaciółce.
-Co się tak szczerzysz do tego telefonu?
-Will zaprosił mnie dzisiaj na randkę. Iść?
-I ty się jeszcze pytasz?! No jasne, że masz iść. Leć do domu się uszykować a ja zapłacę.
-Dzięki jesteś kochana.Pa-Przytuliłam Car i pobiegłam do domu. Po 15 minutach byłam już w domu. Z tego wszystkiego zapomniałam odpisać Lucasowi, więc szybko sięgnęłam po telefon

Jasne :) za godzinę w parku?
Rose

Na odpowiedź nie musiałam długo czekać

Ok. Będę.
Will

Miałam tylko godzinę, więc szybko wzięłam prysznic i zaczęłam szykować sobie strój. Zdecydowałam się na beżową sukienkę, tego samego koloru buty na obcasie i jasną torebkę. Założyłam kilka złotych bransoletek i małe, złote kolczyki. Włosy wyprostowałam, oczy podkreśliłam tuszem i kredką, a usta musnęłam błyszczykiem. Gotowa wyszłam z domu w stronę parku. 
Po 10 minutach byłam na miejscu i usiadłam na ławce. Czekałam i czekałam, ale nigdzie go nie było. Byliśmy umówieni 15 minut temu, ale nigdzie go nie widziałam. Nagle zauważyłam, że obok mnie na ławce ktoś usiadł, byłam przekonana że to Will, ale kiedy się odwróciłam doznałam szoku.
Obok mnie nie siedział Will, tylko James.
-Czego tutaj chcesz? Czekam na kogoś.-Powiedziałam to najuprzejmiejszym tonem jakim umiałam.
-A ja właśnie w tej sprawie. Zgaduję, że miałaś się tutaj spotkać z Willem Walkerem.
-Skąd wiedziałeś?
-Po prostu wiedziałem.
-Nie ważne.
-Właśnie, że bardzo ważne. 
-Nie. Dobra skończmy ten temat. Ślicznie wyglądasz w tej sukience.
-Dlaczego dla moich przyjaciół jesteś taki chamski, a dla mnie zachowujesz się CZASAMI jak najmilszy człowiek na świecie.
-Po prostu mam do ciebie lekką słabość.- Nie no, ten człowiek mnie dobija. Po co on tutaj przyszedł?
-Chcesz się jeszcze ze mnie ponabijać, czy kończymy ten cyrk?
-Dobrze. Zaufaj mi.- Wstał i podał mi rękę. Nie wiem dlaczego, ale wstałam i poszłam za nim. Nie zajęło nam to długo. Szliśmy ok. 5 minut i trzymaliśmy dystans do siebie. W pewnym momencie zobaczyłam coś, przez co moja przyjaźń z Willem zawisła na włosku.

------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Trochę krótki, ale jak już mówiłam jestem chora.
Mam nadzieję, że to czytacie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz