Łączna liczba wyświetleń

czwartek, 16 stycznia 2014

Rozdział 4

Gdy nagle, poczułam silne uderzenie z tyłu głowy. Potem widziałam już tylko ciemność...

*** 3 miesiące później ***

-Ja wiem, że minęło już sporo czasu od wypadku państwa córki, ale musimy nadal czekać.- Słyszałam jak przez mgłę głos jakiegoś mężczyzny
-Kiedy Rose może się obudzić?-Mama?! A co ona tutaj robi? No tak, pewnie jestem w szpitalu ale dlaczego nic nie pamiętam?
-Musimy po prostu czekać.

-Dobrze panie doktorze dziękujemy.- Drzwi od sali zamknęły się, a ja poczułam czyjąś rękę na policzku. Mimowolnie otworzyłam oczy. To była moja mama, widziałam w jej oczach zdziwienie, że się obudziłam.
-Rose!- Krzyknęła tak głośno, że obudziła chyba cały szpital.-Mason!Doktorze!
Po chwili do sali wbiegł lekarz z moim tatą, na jego widok uśmiechnęłam się lekko.
-Cześć wam.-Wychrypiałam-Ile tutaj leżę?
-Oh kochanie nareszcie się obudziłaś!- Moja mama aż się popłakała ze wzruszenia
-Rose muszę zapytać, czy coś cię boli?-Mój lekarz przyglądał mi się uważnie, a ja nie wiedzieć czemu czułam się już o wiele lepiej
-Nie. Jest ok.
-No to zuch dziewczynka. Myślę, że za tydzień możesz już wracać do domu, a jutro możesz mieć już pierwszych gości.-No tak! Caroline, Vicki, Chris, Will pewnie się o mnie martwią, nie wiem jak z Lucasem.
-Dziękuję panie doktorze.-Po moich słowach doktor wyszedł z sali, a ja zostałam razem z rodzicami.
-No to może ja skoczę po twoje rzeczy do domu.
-Dobry pomysł kochanie. Ja przez ten czas zadzwonię do Caroline, Vicki, Chrisa i Williama, że się obudziłaś.-Moja mama wzięła komórkę i podeszła wybrać numer, a tata pojechał do domu po te rzeczy. Moja głowa powoli opadła na poduszkę. Zasnęłam. 
Gdy wróciłam był ranek, na stoliku leżała paczka, a przy niej mała karteczka.

Rose, musiałam razem z tatą załatwić coś na mieście. W paczuszce masz piżamę, laczki i szlafrok. Lekarz powiedział, że wyniki są dobre więc wychodzisz jutro, więc mamy trzy dni na zorganizowanie twoich urodzin. Zadzwoniłam do Caroline, Vicki, Chrisa i Willa. Przyjdą dzisiaj do południa. Bardzo cię kochamy skarbie.

Otworzyłam paczkę a w niej znajdowała się moja ulubiona piżama w paski, czarne laczki i jedwabny szlafrok oraz komplet bielizny. Zabrałam rzeczy i poszłam do łazienki się przebrać. Gdy wróciłam do pokoju przy moim łóżku stały balony, a przy nich kolejna paczka. Usiadłam na łóżku, gdy nagle zza łóżka wyskoczyli moi przyjaciele.
-Roseeeeee!-Wydarła się Caroline i się na mnie rzuciła. Jezu, jak ja się za nimi stęskniłam. Przywitałam się ze wszystkimi, a potem wszyscy razem usiedliśmy na moim łóżku. 
-Twoja mama kazała nam to tobie przekazać, bo podobno jutro już na szczęście wychodzisz.- Will podał mi paczkę w której znajdowały się miętowe rurki, fioletowa koszulka, białe conversy i kremowa torebka
-Dzięki. A tak właściwie to ile tutaj leżę?
-3 miesiące-Zatkało mnie. Leżałam tak 3 miesiące?! 
-O matko! Co się tak w ogóle stało?-Popatrzyli się wszyscy na siebie, ale w końcu to Vicki zaczęła opowiadać
- No więc tak. Szłaś do mnie ulicą i ktoś cię zaatakował. Uderzył cię w tył głowy po czym uciekł. Taka jest oficjalna wersja. Wiadomo tylko, że jakiś chłopak zabrał cię szybko do szpitala. 
-Wiadomo kto mnie zaatakował?
-Nic więcej nie wiadomo. 
-No okej. Dobra co się działo w szkole itp. jak mnie nie było?
-Zacznijmy od tego, że Caroline i Chris są razem.-Nareszcie! Pomyślałam.
-Gratulacje!-Uściskałam najpierw Car, a potem Chrisa.
-Uważaj na Jamesa.-Kontynuowała Vicki-Zrobił się strasznie dziwny, gdy tylko dowiedział się, że Lucas chodzi z nami do szkoły. On w ogóle zrobił się taki tajemniczy, znaczy Lucas. Unika nas, ostatni raz rozmawiał z nami, kiedy pytał się czy wszystko z tobą dobrze. Nie wiem co się z nim dzieje. Alice to straszna zdzira, chyba cała ta rodzinka jest jakaś popaprana. No nic, tak w skrócie to tyle, aha rozmawiałam z twoją mamą na temat twoich urodzin, będą wyprawiane za 3 dni w sobotę. Dobra my będziemy się już zbierać, nie martw się w szkole ci pomożemy. Pa- Przytuliłam przyjaciół. Po czym wszyscy się pożegnaliśmy i wyszli. Postanowiłam iść do szpitalnego automatu po coś do picia. Gdy wróciłam, przebrałam się i poszłam zapytać lekarza czy mogłabym wyjść dzisiaj. Na szczęście się zgodził i po godzinie miałam gotowy wypis więc, postanowiłam zrobić niespodziankę rodzicom i sama poszłam w stronę domu. Tym razem bez problemów dotarłam na miejsce.
-Niespodzianka!-Krzyknęłam.-Lekarz wypuścił mnie wcześniej.
-To wspaniale kochanie, ale się nie przemęczaj na razie. Jesteś głodna?
-Nie dziękuję mamo zadzwonię do Caroline pójdę z nią do fryzjera bo te moje włosy to istna szopa.
-Dobrze kochanie.
Poszłam do swojego pokoju, wzięłam porządną kąpiel, zawinęłam się ręcznikiem i wybrałam numer Car. Zgodziła się od razu miała po mnie być za 20 minut. Zabrałam się za szykowanie stroju. Po 10 minutach zdecydowałam się na koszulę na naramkach, czarne rurki, czarne botki na obcasie i czarną torebkę. Włosy zakręciłam w fale, a oczy podkreśliłam tuszem. Gotowa zeszłam na dół, gdy moja mama rozmawiała z Caroline
-Hej długo czekasz?
-Nie. Dopiero co przyszłam. Gotowa?
-Tak. Możemy iść. Pa mamo.
-Pa kochanie.
-Do widzenia.-Powiedziała Car i już nas nie było. Caroline miała na sobie czerwone rurki, zwykłą szarą koszulkę, czarne koturny i czarną torebkę. Do uszu włożyła małe czerwone różyczki, a włosy podkręciła. Wyglądała wspaniale. 
-Więc...-Zaczęłam rozmowę-Od kiedy jesteś z Chrisem?
-Jakoś dwa tygodnie od twojego wypadku.
-Ahaa, a tak to wszystko ok?
-Lepiej nie było.-Uśmiechnęła się, jednak po chwili jej mina zmieniła się o 360 stopni.-Nie patrz się na niego-Wyszeptała po chwili. Nim zauważyłam, obok mnie przeszedł

------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Wena mnie odwiedziła :> 
Mam nadzieję, że taki długi się wam spodoba. 
Jutro kolejny.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz